Barwniki spożywcze w żywności to dodatek, który w żaden sposób nie wpływa na wartość odżywczą, a jedynie na wygląd produktu. Dla mnie osobiście wygląd także jest sprawą wątpliwą, bo sztuczne kolory kojarzą mi się ze sztucznym smakiem.

Barwniki dodawane są nie tylko do żywności, ale też do suplementów. Po co?? Tego nie wiem bo jakie może mieć znaczenie czy połykamy witaminę o kolorze niebieskim czy innym?? Zupełnie żadnego a też na widok suplementów nie wydziela się ślina. Po co więc wzbogacanie ich wyglądu?

Poniżej przykład, który zainspirował mnie do napisania tego postu.

Jakiś czas temu ktoś obdarował mnie suplementem magnezu. Od razu zwrócił moją uwagę jego mocno niebieski kolor. Oczywiście zerknęłam na etykietę i szkoda nawet pisać co tam było. Produkt w każdym razie, który miał być prozdrowotny (większości z nas magnezu brakuje i warto go suplementować) został tak wzbogacony, że szczerze to w jego prozdrowotne działanie zwątpiłam. Wylądował w koszu na śmieci ale szybko go stamtąd wyjęłam uznając, że przyda mi się jako dobry przykład na wykłady, które czasem prowadzę. Swój niebieski kolor suplement zawdzięczał jednemu z najbardziej szkodliwych barwników o nazwie indygotyna, oznaczany jako E132. Jest niezalecany dzieciom, ale dodawany np. do lodów, słodyczy, napojów. Jest kancerogenny, może wpływać na nadpobudliwość, problemy z sercem i wywoływać alergie.

Najbardziej szkodliwe barwniki spożywcze

Jeśli takie oznaczenia spotykacie na etykietach, to lepiej produkt odstawić na półkę.

Unikajmy barwników

Nie warto zwracać uwagi na normy, bo co z tego, że dodatek szkodliwych składników jest niewielki jeśli znajdują się one w wielu gotowych produktach? Tak też i często jest z barwnikami. Są wszechobecne. I jak napisałam wyżej – nie tylko w żywności, ale też w suplementach, które mają spełniać rolę prozdrowotną. Także w lekach. Nie mamy wpływu na leki, które przepisuje nam lekarz, ale na te dostępne bez recepty już tak.

Barwniki, jak i inne produkty ze sztucznymi dodatkami najlepiej jest wyeliminować całkowicie. A szczególnie osoby, które mają jakiekolwiek problemy z objawami alergicznymi, problemami ze skórą czy snem, bólami głowy i brzucha, kiepskim nastrojem, bądź problemy związane ze sprawną pracą mózgu (jak koncentracja czy procesy myślenia).

Znam wiele osób, u których szybko następowała poprawa samopoczucia tylko dlatego, że rygorystycznie podeszły do tego co kupują.

Czy napis „naturalne” przy barwnikach oznacza całkowicie bezpieczne?

Niekoniecznie. Na przykład naturalny barwnik koszelina (E120), może wywoływać reakcje alergiczne, nasilać astmę i katar sienny. Koszelina uzyskiwana jest z czerwca kaktusowego (to owad, który jest mielony celem pozyskania barwnika). Koszelinę możemy znaleźć m.in. w napojach owocowych, słodyczach, galaretkach, ciastach, sosach.

Inny – pomarańczowoczerwony barwnik – pozyskiwany z drzewa Annatto (oznaczony jako E160b lub annato) może sprzyjać alergiom, bólom głowy czy powstaniu egzemy. Znajdziemy go w olejach roślinnych, serach, margarynach, lodach.

Pamiętajmy, że każdy organizm jest inny. Ma różną wrażliwość. Jednym osobom coś szkodzi szybko, innym dopiero po długim czasie. Tak czy tak dobrze mieć świadomość bo chodzi przecież o nasze samopoczucie. Czasami zmiana jednego nawyku daje dużą poprawę. A na pewno nawyk czytania etykiet i kupowania odpowiednich produktów (jak najbardziej naturalnych) jest najważniejszy jeśli chodzi o jedzenie.

Wnioski

Wniosek jest jeden – najzdrowsze dla nas produkty są te bez etykiet.

ALE jeśli już wybieramy wśród produktów pakowanych to CZYTAJMY ETYKIETY i najlepiej nie kupujmy takich, które w składzie mają oznaczenia nam nieznane lub nie mamy wiedzy na temat ich wpływu na organizm.

NIE UFAJMY też napisom na produktach typu „naturalny” a tym bardziej „identyczny z naturalnym”. Niekoniecznie znaczą one to czego oczekujemy i niekoniecznie będą miały dobry wpływ na nasz organizm.

Osoby borykający się z ALERGIĄ, ASTMĄ, PROBLEMAMI SKÓRNYMI, SŁABĄ KONCENTRACJĄ, BÓLAMI o nieznanych przyczynach szczególnie powinny uwrażliwić się na to, co kupują nie tylko w sklepie, ale też w restauracji. Może się okazać, że szczególna dbałość o to, co jadamy wyeliminuje nasze dolegliwości.

I nie chodzi o to aby nasze życie kręciło się wokół jedzenia, ale o to, abyśmy wyrobili w sobie nawyk wyborów „dobrych” dla nas produktów, a kiedy już znajdziemy te dobre, korzystali właśnie z tych.

Ma to jeszcze dodatkową zaletę. Obserwując rynek, oferty sklepów, zmiany w asortymencie nawet w sklepach sieciowych ewidentnie widać, że rynek podąża za nami – konsumentami. Mamy wpływ na to, co będzie produkowane, kupując jedne produkty a unikając innych. I to się dzieje na tyle mocno, że jest bardzo widoczne. W Warszawie także w menu restauracji. Ogromna siła sprawcza jest więc w tym na co wydajemy swoje pieniądze. To optymistyczne :).

Ogólne oznaczenia dodatków typu E według numerów oznaczają:

E 100 – E 199 barwniki

E 200 – E 299 konserwanty

E 300 – E 399 przeciwutleniacze (UWAGA! samo określenie „przeciwutleniacze” kojarzymy najczęściej z czymś pożądanym, ale jako dodatki do żywności mogą one być zarówno naturalne jak i chemiczne, syntetyczne. Syntetyczne mogą wpływać na powstawanie alergii i innych dolegliwości a także  przyczyniać się do powstawania wolnych rodników zamiast odwrotnie).

E 400 – E 499 emulgatory, dodatki spulchniające i żelujące

E 500 – E 599 substancje pomocnicze, np.

E 600 – E 699 wzmacniacze smaku

E 900 – E 999 substancje słodzące

2-stopka-blog

Blog alkaliczny styl życia nie jest jedną z tysięcy stron informacyjnych. Przeciwnie. To blog, na którym w oparciu o współczesną wiedzę i badania, analizę stylu życia ludzi żyjących w najwyższej formie oraz liczne osobiste doświadczenia i przemyślenia autorki, powstają treści użyteczne i praktyczne. Ich wdrażanie szybko przynosi efekty – potrzeba czasów i każdego z nas by cieszyć się szczupłą sylwetką, dobrą formą, ładnym wyglądem i zdrowiem.

Subskrybuj bloga by dostawać powiadomienia o najnowszych wpisach i wydarzeniach na swój email..