To będzie długi post (ku refleksji) o szczęściu i wdzięczności, więc jeśli masz go ochotę przeczytać – zaparz sobie kubek aromatycznej herbaty (lub kawy 😉 i usiądź wygodnie ze mną 🙂
Choć jestem psychologiem to dzielę się nie teorią szczęścia, ale doświadczeniem i przemyśleniami z nim związanymi.
Dla wielu z nas ten tydzień to czas refleksji.
Jadę niedługo na grób mojej babci, której praktycznie nie pamiętam, ale wiem, że przez dłuższy czas opiekowała się mną i obdarowała mnie miłością. Być może iskra jej miłości dała mi siłę w trudnej drodze jaką przebyłam. Jadę tam aby Jej za to PODZIĘKOWAĆ. Moje „dziękuję” skłoniło mnie aby napisać tego posta.

Większość z nas nie praktykuje świadomie i codziennie wdzięczności.
Czy to dlatego, że wydaje się to zbyt proste aby mogło działać?
W życiu przekonałam się, że w odniesieniu do siebie samego najprostsze rzeczy często działają najlepiej.
Trudno mi jest powiedzieć jak duży procentowo udział w naszym samopoczuciu i zdrowiu ma psychika, a jak duży zdrowe odżywianie i dbanie o ciało. Wiem jednak na pewno, że obydwie te kwestie są istotne i pomijając jedną, robimy tylko część „roboty” dla siebie. Nie pozwalając dodatkowo na odczucie pełnych efektów, które pojawiłyby się gdyby zaistniała synergia tych obu obszarów.
Wiem też i tego jestem pewna, że dbanie o ciało sprzyja dbałości o psychikę (i na odwrót oczywiście), a dla osób wierzących w to czego nie widać, także o duchowość. Dla mnie duchowość ma ogromne znaczenie i dbam by codziennie poświęcać jej czas.
Wdzięczność jest takim kluczem, który otwiera drzwi, za którymi wszystko może się zmienić.
ALE trzeba ją praktykować. Pamiętać o niej. Doprowadzić do tego, aby stała się nawykiem w naszym codziennym życiu. Aby potem pojawiała się mimowlonie w ciągu dnia, by dostrzegać chwile trwając nieustannie w uważności.

Szczęście z zewnątrz czy to faktycznie SZCZĘŚCIE?

Cieszymy się kiedy wydarzy się coś dobrego bądź ekscytującego, jednak szybko o tej radości zapominamy. Są to tylko chwile bo życie nie jest pasmem ciągłych spektakularnych sukcesów. Więcej w nim rutyny, różnych codziennych rzeczy, które trzeba zrobić w pracy i w domu, aniżeli ekscytujących wydarzeń czy spektakularnych osiągnięć.
Tymczasem wdzięcznym można być za wszystko, a nie tylko za pojedyncze wydarzenia, jak np. awans, które są rzadkością i wiele z nich dotyczy tylko części z nas.
W swoim życiu obserwuję, że każda zła rzecz jaka mnie spotkała była ogromnie potrzebna i wnosiła coś bardzo ważnego, dzięki czemu mogłam się kształtować, przejmować odpowiedzialność za swoje życie, za swoje zachowania, coraz lepiej się czuć sama ze sobą i rozumieć swoje emocje.
Mieć wpływ. I bynajmniej nie chodzi mi tu o osiągnięcia. One nie czynią nas człowiekiem szczęśliwym jeśli szczęścia nie odkryjemy w sobie. Po jednym zaspokojeniu pojawia się potrzeba następnego i tak może być nieustannie. Więcej, więcej, więcej? A co jeśli nie można, bo czy tak naprawdę faktycznie wszystko można?
Tak popularna jest teraz fala nurtu „możesz wszystko”. Wiele osób bardzo siebie eksploatuje bo pod „móc wszystko” kryje się także wkładanie wysiłku, inwestowanie swojego czasu (a ten jest ograniczony), robienie jednych rzeczy kosztem innych, niejednokrotnie kosztem siebie, swojego zdrowia, swoich bliskich relacji czyli tego, co dla większości z nas jest WAŻNE.
Robić to dla rzeczy zewnętrznych by potem nie znajdować nawet czasu aby się cieszyć i chociażby docenić to co mamy.
Więcej – to najczęściej jest kierunek aby MIEĆ (np. pieniądze, prestiż, stanowisko, rozpoznawalność, akceptację, podziw itd.).
Kiedy jednak żyjemy dla rzeczy zewnętrznych, dla podziwu innych to co nam zostanie gdy okoliczności się zmienią? Czas upływa i na niektóre rzeczy naturalnie przychodzi kres. Wszystko wciąż się zmienia.

Innym popularnym nurtem jest kult ciała.
Kiedyś przyjaciółka powiedziała mi o koleżance, która wyznała, że chciałaby coś w sobie zmienić. Tym czymś okazały się jej piersi i związany z tym bolesny zabieg. W dodatku jej piersi były ładne. Ten przykład jest bardzo wymowny.
Chcemy być kimś, kim nie jesteśmy i brakuje nam akceptacji dla tego, kim jesteśmy. Mamy wysokie oczekiwania co do tego jak nasze życie powinno wyglądać i jacy powinniśmy być. Wszechobecny kult ciała zupełnie nie bierze pod uwagę tego, że pewne rzeczy przemijają i w żaden sposób 60 latka nie będzie wyglądała jak 17 latka. Jeśli wpadamy w kult ciała, nie akceptujemy naturalnie dziejących się procesów przemijania. Czy jest możliwe odczuwanie szczęścia przy braku akceptacji dla siebie?

Innym przykładem z zewnątrz jest dosyć częste „obsesyjne” niemalże szukanie partnera/partnerki, bo wierzymy, że On/Ona uczynią nas szczęśliwymi i tego nam właśnie brakuje.
Ale czy zastanawialiśmy się czym my sami możemy obdarować tę drugą osobę jeśli SZCZĘŚCIA i MIŁOŚCI nie „mamy” w sobie? Co możemy ofiarować, kiedy naszą główną intencją jest to, że chcemy poprzez kogoś uszczęśliwić siebie? Czy chcielibyśmy aby ktoś nas kochał dlatego, że jesteśmy komuś potrzebni do jego dobrego samopoczucia? I jak możemy kochać kogoś kiedy nie kochamy wystarczająco samych siebie? Oraz jak możemy zadbać o kogoś kiedy zaniedbujemy siebie? Tak naprawdę tylko kochając siebie mamy zdolność obdarzenia miłością innych. Dotyczy to także szacunku, troski, dbania itp.

Wszystko co robimy by poprawić sobie samopoczucie czymś pochodzącym z zewnątrz nie czyni nas szczęśliwymi. Bo czy pod wpływem spraw zewnętrznych odczuwamy szczęście w sobie ciągle czy po prostu są chwile, kiedy ono nam się przydarza?
Czy równie szczęśliwi będziemy pozostając w samotności, sami ze sobą, bez żadnych ekscytujących wydarzeń w planach?
Bo SZCZĘŚCIE (przez duże S) jest wtedy, kiedy odczuwamy je niezależnie od okoliczności. Kiedy wypływa ono z naszego wnętrza.
Kiedyś goniłam za zewnętrznymi sukcesami. Ale mimo różnych osiągnięć nie czułam spełnienia ani takiego szczęścia o jakim piszę tutaj. Kiedy nie mogłam osiągać czegoś pojawiała się pustka. Kiedy już osiągnęłam to zaspokojenia i tak nie było i także pojawiała się pustka. Dosadnie mówiąc zewnętrzne okoliczności miały wpływ na to jak się czułam, a to czucie było wprost uzależnione od tego, co akurat udało mi się zrobić. Nie wystarczały drobne rzeczy. Trzeba było zrobić coś co mogłoby wzbudzić podziw. Nieuświadomiony wtedy brak akceptacji dla siebie i próba jej rekompensaty tym czego mogę dokonać. Poczucia pustki nie uzdrowią zewnętrzne dokonania.
W tym sensie ich szukanie i wypełnianie jest złudne. Nie daje nasycenia i trwałego szczęścia… wewnętrznego światła, które oświetla naszą drogę tak, że nie musimy udowadniać niczego ani sobie, ani innym ludziom.
Wiele razy było też tak, że osiągałam coś a potem wszystko traciłam. Złudne jest opieranie swojego szczęścia na rzeczach zewnętrznych.
Pustki nie wypełni też druga osoba, ani inne rzeczy pochodzące z zewnątrz.
Szczęście warunkowane zewnętrznie jest nietrwałe. Bardzo osłabia ciało kiedy coś nie układa się po naszej myśli.
Oparte o to czy ktoś nas doceni i będzie podziwiał oddaje innym władzę nad naszym poczuciem własnej wartości.

Odczuwanie szczęścia z wewnątrz, w samotności, nawet wtedy kiedy nie jest łatwo i coś nie układa się tak jak byśmy chcieli – nie zależy od spraw zewnętrznych. Ono jest wewnętrzne. Ono ma swoje źródło w nas, ale dobrą wiadomością jest to, że z tego powodu zależy od nas.

Może słyszeliście o badaniach nad osobami, które wygrały bardzo duże sumy w takiej grze jak toto lotek?. Badania wykazały, że zachłyśnięcie się szczęściem wygranej, które miało zmienić życie minęło. I już po kilku miesiącach osoby wracały do stanu psychiki takiego jaki miały przed wygraną. Czyli jeśli ktoś czuł się nieszczęśliwy, niespełniony, widział głównie złe rzeczy w życiu – to do tego stanu wracał (tak w skrócie).
Zapominamy, że szczęście to wybór a nie okoliczności zewnętrzne, które miałyby nam je zapewnić.

Kiedy gonimy za zewnętrznymi symbolami szczęścia warto zadać sobie pytanie gdzie w tym wszystkim jest miejsce na BYĆ i niezbędna równowaga. Jeśli tego brak, wcześniej czy później na pewno ten brak odczujemy. Odczuje go również nasze ciało.
Znalezienie szacunku oraz akceptacji dla siebie samych bez ciągłego udowadniania sobie i innym jacy jesteśmy wspaniali, daje trwałość poczucia spełnienia, poczucia własnej wartości i jest fundamentem niebędnym dla poczucia szczęścia i radości. Co nie znaczy, że nie mamy sobie stawiać wyzwań. Kwestia natomiast tego jaka intencja tym wyzwaniom przyświeca.

Żyjemy tak jakby nasze zasoby były niczym nieograniczone, a nasz czas na ziemi miał się nigdy nie skończyć.

Być może czytaliście o 5 rzeczach opisanych przez pielęgniarkę Bronnie Ware, na podstawie wyznań ludzi, którym pozostało niewiele życia. Zapiski te odnosiły się do tego, czego żałowali ludzie wiedząc, że ich życie niebawem się skończy. Jeśli ktoś nie czytał – poniżej 5 wymienianych najczęściej powodów żalu:
1. Żałuję, że nie miałem więcej odwagi by żyć w zgodzie ze sobą a nie z tym, czego oczekiwali ode mnie inni ludzie.
2. Żałuję, że pracowałem tak ciężko.
3. Żałuję, że nie wyznawałem z odwagą swoich uczuć.
4. Żałuję, że nie znalazłem dość czasu na kontakt z bliskimi.
5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie aby czuć się szczęśliwszym.
W wyznaniach ludzi nie pojawiły się takie tematy jak żal nie posiadania więcej pieniędzy, nie zrobienia większej kariery, nie bycia sławnym, czy nie „posiadania” więcej partnerów…
Czy wyciągniemy z tego wnioski? Do nas należy ta decyzja.

WDZIĘCZNOŚĆ

Kluczem, który pozwala nam doświadczyć zmiany w nas, wprowadza nas na drogę przyjemnego wewnętrznego spokoju i radości odczuwanych stale jest wdzięczność.
Wdzięczność wpływa na postrzeganie rzeczywistości i na nasze myśli… A wiemy, że one wpływają na uczucia, kształtują zachowania, decyzje, wybory.
Kształtują też to w jaki sposób odczuwamy świat. Co widzimy w spotykających nas sytuacjach. W jaki sposób dbamy o siebie. Na ile siebie kochamy i akceptujemy. Na ile przejmujemy odpowiedzialność za swoje samopoczucie i sposób życia…

Źródło szczęścia, ale także stresu jest w nas. Gdyby tak nie było, wszyscy reagowalibyśmy tak samo na podobne sytuacje. Tymczasem np. rozwód czy utrata pracy dla jednych osób jest silnym stresem i nieszczęściem a dla innych radością i szansą na nowe doświadczenie. Z tego powodu nie ma całkowicie uniwersalnej i jednolitej skali odczuwania szczęścia czy stresu. Kreujemy doświadczenie i tylko my sami mamy władzę aby zmienić sposób postrzegania i przeżywania sytuacji. Wybieram szczęście czy życie w żalu bądź braku akceptacji?

Miałam taki pomysł aby ogłosić miesiąc listopad miesiącem wdzięczności. Wycofałam się z tego, ponieważ wiem, że wiele osób ma tyle priorytetów w życiu, że nie byłam pewna czy będą chętni, by wdzięczność uczynić swoim listopadowym priorytetem.

Chciałabym jednak przekazać Wam najlepiej jak potrafię, że warto dbać o wyrażanie i odczuwanie wdzięczności.
Kiedyś robiłam to najczęściej w myślach. Ale wiem, że zapisywanie codzienne ma jeszcze większą moc (sama więc zapisuję). Miesiąc takiej praktyki może naprawdę bardzo dużo zmienić. Potrzeba na to kilku minut czasu, a korzyści dodatkowe są takie, że z rana wdzięczność dobrze nastraja nas na dzień, a wieczorem dobrze wpływa na ciało przed snem. W uproszczeniu możemy to potraktować jako taki trochę antystres i pielęgnowanie zdrowego dla nas myślenia.
Kiedy sama zaczęłam zapisywać powody do wdzięczności, to wierzcie mi, choć w moim życiu codziennym na pozór zmieniało się niewiele (te same lub podobne zajęcia codzienne i żadnych ekscytujących wydarzeń w planie) to pojawiało się coraz więcej powodów do wyrażania wdzięczności. Jakby mój dzień zaczął się składać z wielu cudownych, szczęśliwych iskierek. Radość i spokój zaczęły dominować. Nawet pojawiające się okoliczności do smutku w tym stanie łagodziły smutek i pozwalały na spokojne jego doświadczanie zamiast szukanie rozrywki czy innej formy zapomnienia. A „kłody” codzienności, z jakimi czasem każdy z nas się spotyka, stały się zwykłymi sprawami do rozwiązania, a nie do przeżywania i psucia sobie nastroju na kolejne dni.
W niezwykły też sposób praktyka wdzięczności wyzwala coraz więcej życzliwości wokół nas. Czasem są to sytuacje niezwykłe, które nagle pojawiają się innymi niż były dotychczas.
Korzyści jest wiele i wszystkie są ZNACZĄCE. Nie chcę tu dużo opisywać i sugerować czegokolwiek, bo najważniejsze jest aby samemu tego doświadczyć. Samemu obserwować zmiany, które następują, sposób doświadczania rzeczywistości, ale też to, co w tej rzeczywistości się pojawia.

Nie chcę też wzbudzać oczekiwań by nie przykryły sobą istoty odczuwania. ALE to, że oddanie regularnie cząstki swojego czasu odczuwaniu wdzięczności sprowadzi tylko dobre rzeczy do naszego życia jest PEWNIKIEM. BO TAK WŁAŚNIE SIĘ DZIEJE i tego jestem pewna.

Wdzięczność działa także na zdrowie. Psychika jest ogromnie ważna, a kierunek jaki nadaje jej wdzięczność i jak ją kształtuje sprzyja zdrowiu.
Przekonać się o tym możemy tylko my sami.

Pamiętajmy o słowie dziękuję w odniesieniu do siebie samego, innych ludzi, do swojego ciała. Tego co mamy, tego co nas spotyka, tego czego doświadczamy, tego co jest naszą przyjemnością, ale i lekcją życiową. Tego co oferuje nam natura, świat, osiągnięcia cywilizacji, dzięki którym możemy sobie zapewnić wygodę. Naszych talentów (KAŻDY Z NAS JE MA I KAŻDY JEST WYJĄTKOWY!! – a jeśli jeszcze tego nie wiemy to jest duża szansa, że wdzięczność pomoże to odkryć).

Z wdzięcznością do wszystkich osób i wydarzeń w moim życiu, które przyczyniły się do mojego wzrostu i odnalezienia w sobie źródła radości. Z wdzięcznością do Ciebie, że przeczytałaś/-łeś do końca ten wpis.
A teraz jadę w miejsce, gdzie pochowana jest moja Babcia by jej podziękować za chwile, które kiedyś mi dała.
<3

No i oczywiście życzę Wam wszystkim więcej AKCEPTACJI i MIŁOŚCI dla siebie oraz tego by WDZIĘCZNOŚĆ towarzyszyła Wam nieustannie i codziennie jako cudowne narzędzie wspierające zdrowie ciała <3 <3 <3
Wybór należy do nas (y)