O mnie

Keep your best moments alive!

KILKA DOŚWIADCZEŃ

Alkaliczny styl życia – blog
tworzony z pasją

Beata SokołowskaNa imię mam Beata i jestem adminem tej strony:). Chcę w skrócie opisać swoją historię, bo wiem, że przykłady z życia działają lepiej niż niejedna wartościowa publikacja naukowa. Zacznę od tego, że jestem wdzięczna, iż w dzisiejszych czasach, wiedza zaszła tak daleko i mamy do niej tak dobry dostęp, że teraz możemy po prostu wiedzieć na pewno, a nie tylko próbować czy się domyślać!!! A to czyni, dla wielu z nas, ogromną różnicę w podejściu do tematu.

Kiedyś wiosną zawsze chorowałam i potem przez kilka tygodni czułam duże osłabienie. Zamiast więc cieszyć się budzącą się do życia przyrodą i pierwszym ciepłem, czekałam na lato i okres lepszego samopoczucia. W wieku dziecięcym i dojrzewania, antybiotykami szpikowano mnie raz w miesiącu. Długo też leżałam w szpitalu. Kiedy miałam lat 25+ przy badaniach lekarze stwierdzili, że mam serce i kości starszego człowieka. Około 30+ bóle stawów (ramion, kolan) były tak silne, że czasami trudno było mi podnieść rękę, a chodzenie też nie było swobodne.. Miałam także poważne problemy z kręgosłupem i lekarz zalecał natychmiastową operację. Nie było mowy nawet o poruszaniu ręką, gdyż przynosiło to przeszywający ból. To był dla mnie ewidentny znak, że czas na zmiany w życiu. Inną kwestią były problemy związane ze sprawami kobiecymi. Coś dużego mi wyrosło, groziło pęknięciem i także sprawiało ból. 3ch lekarzy (w tym ordynator jednego szpitala i inny lekarz, z ogromnym doświadczeniem, którego cała ściana zawieszona była dyplomami) chciało mnie natychmiast operować, grożąc, że jeśli się na to nie zdecyduję teraz, to mogę jechać do kliniki operacyjnej na sygnale. Wróciłam spokojnie do domu, przygotowałam wyprawkę do szpitala (na wszelki wypadek, gdyby lekarze mieli rację) i zajęłam się sprawami, których nie chciałam zostawić. Zajęłam się też sobą. Nie muszę wspominać, że szpital nie był konieczny, a od tamtej pory, nigdy już podobne problemy nie wróciły. Jednak w tym czasie, były też poważne podejrzenia raka (w gruncie rzeczy łapię się też w grupie wysokiego ryzyka, z uwagi na uwarunkowania genetyczne)  i wylądowałam pod opieką onkologa przy specjalistycznym szpitalu w Warszawie. Badaniom nie było końca.

Zdarzało się nie raz, nie dwa, że bóle na różnym tle, były na tyle intensywne, że ulgę przynosił tylko tramal (narkotyczny lek przeciwbólowy) lub zwyczajnie, w środku nocy wieziono mnie pod kroplówkę z pyralginą do szpitala.

To tylko przykłady moich perypetii zdrowotnych, bo było ich więcej i wcale nie lżejsze niż te wyżej wspomniane, ale nie ma sensu opisywać wszystkiego. Tak czy tak, zmieniłam w pewnym momencie całe swoje życie i postawiłam też na zmianę odżywiania. Zaczęłam szukać wiedzy, czytać, weryfikować tę wiedzę z rzeczywistością, poprzez poszukiwania informacji o całych populacjach ludzi zdrowych i długowiecznych oraz ich sposobie jedzenia.

Początki, które miały miejsce już wiele lat temu były trudne…. Kiedy opróżniłam raz na zawsze lodówkę z tego, co na pewno nie chciałam, aby w niej było – okazało się, że zupełnie nie mam pojęcia co jeść. Jeszcze nie było tyle dostępnej literatury co obecnie. Do rozpaczy doprowadzało mnie robienie zakupów. Co kupić? Co ugotować? Jest coś w ogóle do jedzenia na tym świecie? Ale zmiany były totalnie radykalne. Koniec wędlin, sosów, wieprzowiny, białego pieczywa itd. itp. Koniec wszystkiego, co przez lata stanowiło menu w moim domu (głównie była to kuchnia polska – sosy, żeberka, schabowe, bigosy, pieczenie ze schabu, bułeczki, ziemniaczki i dla ozdoby surówka itp.). Chyba co najmniej rok czasu miałam ciągły problem z pomysłem na posiłki. Sprawa tym bardziej była trudna, że moja córka była wtedy jeszcze wciąż mała, więc moja odpowiedzialność była duża.

Teraz już o tym nie pamiętam. Nie pamiętam też o dolegliwościach. One po prostu minęły. Wszelkie moje problemy zdrowotne zniknęły wraz z dbałością o to, co jadam. Choć oczywiście wiadomo, że nic nie zagwarantuje nam 100% pewności ochrony przed chorobami, to i tak jedno słowo, które chcę powiedzieć brzmi WARTO!!!. Paznokcie i włosy przestały się rozdwajać, zęby przestały się psuć, mam świetną kondycję, czasem biegam, czasem chodzę na siłownię lub jogę.

Po ostatnim badaniu cytologii, dzwoniono do mnie z przychodni, z informacją, że jestem ewenementem i pytaniem jak to możliwe (podobno tak rzadko zdarza się taki przypadek, w pozytywnym sensie, jak mój). Pani doktor wprost mnie pytała, co robę, że mam takie wyniki (cytologii i czystości) i stwierdziła, że mogłabym być żywą reklamą. O tym, że mam kręgosłup nie pamiętam. Przeszło wszystko, przestałam się przeziębiać i bardzo rzadko dopada mnie jakiś wirus grypy. Zapomniałam właściwie, co to znaczy chorować. Czuję się jakbym miała lat 20, choć tak naprawdę nie wiem, co to znaczy, bo w wieku lat 20 zwyczajnie czułam się źle.

A teraz najważniejsze. Odżywianie, dbanie o zdrowie, stało się moją pasją. Bardzo starannie selekcjonowałam wiedzę w temacie. Na moich półkach są dziesiątki książek z tematyki zdrowia, odżywiania itp. Starannie też dobierałam suplementy. To, co najważniejsze we wszystkich zmianach, jakich dokonałam w odżywianiu, TO TO, że moja dieta, była dietą alkaliczną. Nie wiedziałam wtedy o znaczeniu pH i alkaliczności, natomiast okazało się, że tak właśnie, czerpiąc z dobrej wiedzy, zaczęłam się odżywiać. Głównie ALKALICZNIE, z dodatkiem produktów kwasotwórczych, nie odwrotnie. Przyjęłam też regułę 80/20 na niektóre dni, tzn. że w 80% moje pożywienie ma mi służyć, a te 20% czasami mogę przeznaczyć na „grzeszki”. Taka reguła była dobra na początku, bo nie miałam poczucia, że wszystkiego sobie odmawiam (choc nie dla kazdego jest ona dobra). Teraz już jej nie potrzebuję. Od początku zmian, zaczęłam też okresowo korzystać, z dobrej jakości suplementów. Stosowałam różne – starannie dobierając najlepsze.

POSTAWCIE NA DOBRE NAWYKI ŻYWIENIOWE, a odmłodniejecie o 10 lat. Doświadczycie samopoczucia, być może takiego, o jakim nie pamiętacie nawet, że tak można się czuć. Na fan page „Alkaliczny styl życia – zdrowie z wyboru” będziecie znajdować wiele wiedzy, której z czasem będzie przybywać. Sprawdzonej też w mojej kuchni i w moich dietach. Powodzenia!

Zapraszam też do dzielenia się własnymi doświadczeniami. One mogą dawać wsparcie innym do dokonania zmian :). Sama chcę się dzielić tym, czego nauczyłam się przez lata i co sprawdzałam, testowałam na sobie.

Napisałam 2 książki „Alkaliczny detoks” i „Alkaliczny styl życia” oraz jednego dotychczas e-booka „Moc ukryta w koktajlach”. Piszę tylko o tym, co moim zdaniem jest użyteczne, przydatne we wprowadzaniu zmian i mam nadzieję inspirujące.