Niektóre aspekty, jak to, że „sport to zdrowie” (umiarkowany!) są bardzo oczywiste, inne – nieco mniej. Pisałam osobno o zdrowym śnie, wspominałam o wdzięczności, znaczeniu cierpliwości, potędze myśli i o czynnikach zdrowia. Kiedy robiłam specjalizację z psychologii zdrowia, jasne już dla mnie było, że różne aspekty dbania o siebie, są jak naczynia połączone.W temacie wpływu na to, jak się czujemy w każdej napotkanej sytuacji, w temacie poczucia szczęścia i samorealizacji – napisano wiele książek. Sama przeczytałam ich dziesiątki. Pamiętam jak kiedyś, ich treści wydawały mi się czymś nierealnym, życzeniowym, czasem wręcz banalnym jak frazes. Pojawiały się myśli „łatwo komuś powiedzieć, kto żyje, wyrósł, w zupełnie innych warunkach niż ja”. Ale coś mnie pchało, aby sięgać po nie dalej. Kiedy trafiałam na słowa i prawdy głoszone przez mądrych ludzi, naukowców, osób które wywarły wpływ na zmiany w świecie i postęp osiągnięć cywilizacyjnych – skłaniało mnie to do tego, aby się zastanowić, czy są to tylko słowa, slogany, czy też może cenne wskazówki do tego, jak żyć, aby czerpać z życia pełnię.
Dziś wiem, że to myśli, świadome praktykowanie niektórych uczuć i ich pogłębianie – przyczyniają się do tego, że nasz świat wokół się zmienia. Że wpływ mamy nawet na emocje, które odczuwamy. Że w ślad za zrozumieniem wewnętrznych stanów, siebie i za zmianami czegoś niekomfortowego dla nas, jakie udaje nam się przeprowadzić – otwierają się drzwi, za którymi rzeczywistość jest inna, niż ta, w jakiej żyliśmy dotychczas. I że mamy wpływ, na zdecydowanie więcej rzeczy, czy okoliczności niż nam się wydaje. Także, że przypadki, nie są przypadkami i pojawienie się wielu z nich, ma uzasadnienie naukowe. Broszurka „Tak, jak człowiek myśli” Jamesa Allena (do której zajrzenia zachęcałam) jest dla mnie obecnie, oczywistą prawdą, której jednak lata temu, nie byłam w stanie uznać.
Oczywiście nie da się sobie powiedzieć po prostu (przykładowo) „od dziś będę miała/miał wysokie poczucie własnej wartości”, „od dziś będę cierpliwa/y” itp.To tak nie działa. Wymaga to więcej wysiłku, z odwagą przyglądania się sobie, schematom działania, myślenia, reagowania, ćwiczenia uważności, dzięki której zaczynamy rozumieć zależności w swoim życiu, gotowości do zmian i przyjęcia nowego (bo kiedy my się zmieniamy, zmienia się wiele innych rzeczy, nawet osoby, z którymi utrzymujemy relacje).
Dobrze mieć też mentora. Ja nie miałam nigdy takiego realnego, w życiu, ale moim mentorem były książki, napisane przez realne osoby.
Nastrój, nastawienie psychiczne to nie jest coś, co nam sie przydarza… To coś, na co mamy wpływ. Determinuje go wiele rzeczy, ale (o ile nie mamy zaburzeń związanych z pracą hormonów) wszystkie one mają swoje źródło w naszej głowie, jak np. to, w jaki sposób postrzegamy rzeczywistość wokół nas, interpretujemy zdarzenia, co na ich temat myślimy, co myślimy na swój temat i na temat swojej przyszłości, na czym myśli skupiamy, jakim przekonaniom hołdujemy itd.. I POZYTYWNE jest to, że wszystkie je można zmenić.
Moja droga była długa, bo zależności jakości życia od myśli i świadomego dążenia do zmian wewnętrznego świata (co od razu przekładało się na świat zewnętrzny i mogłabym tu „sypać” przykładami ze swoich doświadczeń), zrozumiałam dopiero po czterdziestce. Idę wciąż tą drogą, zaciekawiona życiem. Jego jakość, (głównie niematerialna jakość) tak bardzo się zmieniła i wciąż zmienia, że chodzi mi po głowie napisanie książki w przyszłości. Zmieniła się nie sama z siebie. Zmieniła się, bo ja ją zmieniłam – krok za krokiem. Teraz fascynujące jest dla mnie to, że droga ta nie ma końca. Bo już wiem, że to jedna z najlepszych rzeczy, jakie udało mi się zrobić dla siebie samej. I czasem mam poczucie, że Bóg otwiera jakieś drzwi, bo jestem gotowa, aby przyjąć i docenić to, co za nimi znajdę. Z radością więc podejmuję kolejny wysiłek.
W każdej sytuacji, możemy widzieć możliwości lub ich brak. Kiedy dostrzegamy ich brak – to tak, jak byśmy się poddali i to też jest wybór. Choć czasami, najbardziej pomaga odpuszczenie jakiegoś tematu i skierowanie się w zupełnie inną stronę. UFAJMY sobie i z odwagą, akceptacją oraz wolą zmiany przyglądajmy się własnym ograniczeniom, niedoskonałościom, emocjom i stanom umysłu :).
Czasem zmiany w nas, w doświadczaniu rzeczywistości zachodzą samoistnie. Najczęściej pod wpływem nieprzewidzianych zdarzeń, problemów, rozczarowań, po prostu biegu życia. Jednak sobie pozostawione, nie zawsze są korzystne, więc zdecydowanie lepiej tę sprawę wziąć w swoje ręce. Można bowiem wylądować w dołku z uczuciem rozczarowania i zgorzknienia, gdzie przed nadzieją drzwi zostały zamknięte. A przecież zawsze, niezależnie od wieku, miejsca zamieszkania, statusu, wykształcenia – można też wyciągnąć wnioski, zaakceptować stan obecny i ruszyć w dalszą drogę z miejsca, w którym jesteśmy. I tego wszystkim Wam, którzy mnie czytają oraz sobie życzę :).

 

Na koniec chciałam jeszcze dopisać jeden banalny, aczkolwiek wyrazisty przykład. Czy jesteście sobie w stanie wyborazić, że kiedyś, w doświadczaniu radości, przeszkadzał mi brak ugotowanego obiadu? Tak… dokładnie brak obiadu. Przychodził weekend – dobry czas na książkę, kino, film, spacer w majowym słońcu wśród budzącej się przyrody, rowerowy wypad czy cokolwiek, co tylko ktoś może lubić i czerpać z tego przyjemność. Ale ja nie mogłam. Ograniczona presją ugotowania obiadu, czułam, że jeśli gdzieś wyjdę lub zajmę się czymś innym niż zakupami i obiadem, to potem będę się musiała spieszyć i stresować. Nadmienię, że wtedy jeszcze, były to obiady z dwóch dań. Koniecznie zupa i koniecznie drugie danie. W naszym polskim stylu – i jedno i drugie z podstawą mięsa. Nie dość, że niezdrowo – „wrzucanie” w siebie takiej różnorodności nie do strawienia, nie dość, że obciążająco i  potem chciało się spać, to jeszcze bardzo pracochłonnie. Miałam wewnętrzny przymus robienia tego i doprowadzało mnie to do frustracji. Ale przecież to było tylko moje ograniczenie. Skostniale tkwiące w moim umyśle i przekonaniach. Oczywiście zmieniłam to, a zmiana zaczęła się od szczerego uświadomienia sobie jak idiotyczny jest ten schemat i jak wiele tracę. Nigdy potem już takiej presji nie miałam, a wraz z tą zmianą, przyszło odczucie lekkości i wolności, które same w sobie przynosiły radość. Nie wspomnę, że obecnie, ugotowanie czegoś smacznego, może zająć pół godziny. Wszystko było w głowie – sposób podejścia do czasu wolnego w weekendy, do kwestii żywieniowych, do powinności. Choć sprawa wydaje sie być banalna – mi i wszystkim moim bliskim, przynosiła wiele frustracji i nerwów haha. Ot i tak oto, zaczynając od myśli i przekonań, tego co muszę i powinnam – możemy wpływać na jakość naszego życia.
Kwestia jest znacznie bardziej głęboka i znacząca, aniżeli w powyższym przykładzie. MYŚLI, PRZEKONANIA – w tym na własny temat, na temat zdrowia, na to jak „powinno” wyglądać nasze życie – determinują to życie i także to, co się w nim pojawia. Siły opatrzności działają, jeśli tylko jesteśmy na nie gotowi, a gotowość ma swój początek w umyśle.
Jeszcze raz tu wracam, aby edytować wątek. Napisałam właśnie komentarz na FB i wiem, że on umknie, a wydaje mi się istotny, więc wprost cytuję: „kiedyś też uzależniałam zmiany od końca roku (kolejne niewygodne przekonanie i także frustrujące bardzo). Potem już to zmieniłam i zobaczyłam, że świetnym momentem na jakąkolwiek dobrą zmianę jest 365 dni w roku. Nie od nowego roku, nie od urodzin, nie od poniedziałku, a kiedykolwiek . To także przyniosło uczucie wolności (w tym wypadku od dat, presji z nimi związanych, rozczarowań, kiedy coś nie wychodziło i trzeba było czekać do następnych urodzin haha) „

 

 

Blog alkaliczny styl życia nie jest jedną z tysięcy stron informacyjnych. Przeciwnie. To blog, na którym w oparciu o współczesną wiedzę, badania, analizy stylu życia ludzi żyjących w najwyższej formie oraz liczne osobiste doświadczenia i przemyślenia autorki, powstają treści użyteczne i praktyczne. Ich wdrażanie daje szybkie efekty. To potrzeba czasów i każdego z nas by cieszyć się ładnym wyglądem, szczupłą sylwetką, dobrą formą i zdrowiem.