Zmiana sposobu naszego odżywiania zaczyna się nie na talerzu a w głowie. Nasze myślenie zatem, to podstawa sukcesu. Poniżej w punktach, wymienię garść moich osobistych uwag i spostrzeżeń. Być może dla kogoś będą pomocne. No ale zacznijmy od zasadniczego pytania PO CO? Po co w ogóle się tym zajmować. Kto śledził tę stronę, co nieco może wie w temacie mojego zdrowia i samopoczucia przed laty. Moja odpowiedź na pytanie po co mamy dobrze jeść jest następująca: po to, by dobrze się czuć, dobrze wyglądać, nie cierpieć na migreny, nadciśnienie, bezsenność, bóle w stawach itp.. Po to, by nie żyć całe lata w cierpieniu fizycznym, jakie przynosi np. postępująca cukrzyca (wiemy już, że można ją nawet cofnąć). A tak bardziej pozytywnie i mówiąc krótko, po to, by zmniejszyć
ryzyko chorób i zwiększyć szanse na to, że w wieku 80 lat będziemy się cieszyć taką samą energią jak teraz. Dla mnie to jest najważniejsze. Nie jest ważne ile będę żyła, ale jeśli np. lat 80 – to chcę się wtedy czuć dobrze, mieć dalej
energię na realizację zainteresowań, energię do poznawania świata, ludzi i do tego, aby ruszyć się zwyczajnie z domu. Jaka jest Wasza podpowiedź i Wasza motywacja? No a teraz spostrzeżenia, które mi osobiście pomagały w niełatwej
drodze zmiany moich przyzwyczajeń:
1. Po pierwsze, nie zakładajmy, że z dnia nadzień uda nam się o 180 stopni zmienić sposób odżywiania (brak pomysłów, zakorzenione nawyki, przyzwyczajone do pewnych smaków kubki smakowe itp.). Istotne jest to, że każda, nawet drobna zmiana to sukces. Nie ma sensu myślenie o porażkach, bo w przypadku wielu osób, na początku, trzeba byłoby skupiać się głównie na tym, co nam nie wyszło, w czym się zapomniałyśmy itp. A po co? Ważniejsze jest to, co się udało, bo to nas przybliża do sukcesu. Więc oczywiście, próbować dokonać zmiany o te 180 stopni można od razu, ale z założeniem pewnej pobłażliwości dla siebie. Tak naprawdę, każda zmiana, nawet tylko o 1 stopień, w efekcie skończy się w punkcie naszego oczekiwania. A, że trochę to trwa????
Wszystko trwa w czasie i „nie od razu Kraków zbudowano”. Ja doszłam do takiego sposobu myślenia po pewnym czasie….. a nim zaczęłam myśleć w ten sposób, przeżywałam frustracje….. Potem było już tylko lepiej.
2. Po drugie….. często pojawia się problem „nie mam czasu”, zwłaszcza będąc w pracy. Nie mam czasu, więc w biegu wpadam do Mcdonald. Skąd takie myślenie, że posiłek w tej wytwórni chorób, to będzie obiad, a coś innego nie??? Mam dosłownie na myśli zmianę sposobu myślenia o posiłkach. Tak naprawdę to owoc, jogurt, kromka chleba żytniego na zakwasie to też posiłek. Więc jeśli nie mam czasu, to nie wpadam do Mcdonald, tylko do sklepu za rogiem, kupuję 2-3 zdrowe produkty i mam zdrowy posiłek (szybko, tanio i zdrowo). Więc ponownie chodzi o zmianę w sposobie myślenia o jedzeniu. Dobrze też zawsze mieć awaryjne jabłko, gruszkę, suszone owoce, orzechy, czy pełnoziarniste ciastko w torebce – łatwiej będzie nam wtedy uchronić się przed
kupieniem batonika w kiosku (wiem, że wiele osób tak reaguje na głód). Podobnie z kolacją… jestem zmęczona, nie chce mi się nic robić, a tym bardziej gotować – ok., wystarczy, że wrzucę na parę kalafior lub inne warzywa – jakiś sos do tego i koniec. Nie zawsze musimy „wykwintnie jadać”. Poza tym, im prościej, tym
lepiej, ponieważ organizm lepiej trawi i wykorzystuje składniki odżywcze. Ja na przykład latem uwielbiam zjeść ziemniaki (okraszone cebulką) z sałatą i rzodkiewką, albo ze zsiadłym mlekiem. I to jest cały obiad. Teraz też mamy dostępne na rynku odżywcze, gotowe, doskonałe jakościowo koktajle, co czyni zastąpienie posiłku spożywanego w biegu, w postaci fast food, jeszcze prostszym. Taką alternatywą mogą być czasami (na przykład) suplementy, pełne minerałów, witamin, błonnika i alkalizujące nasz organizm. Warto mieć coś takiego, o ile ma to nas uchronić przed niepohamowanym jedzeniem w głodzie wszystkiego, co wpadnie nam w ręce – po zapracowanym dniu.
3. Po trzecie, śniadanie, śniadanie, śniadanie….. . Musimy wiedzieć, że jest to dla nas najważniejszy posiłek.
Jeżeli ktoś ma problemy z nadwagą – śniadanie staje się jeszcze bardziej istotne, bowiem jedząc śniadanie powodujemy, że nasz metabolizm podwyższa się. Nie dostarczenie nic po nocy… cóż organizm przestawia się na tryb głodowy i wtedy każda kaloria jeszcze bardziej wchodzi w biodra. Problem z czasem z rana nie istnieje, jeżeli mamy w świadomości, że śniadanie to dobry fundament na cały dzień i na przyszłość (dla zachowania sylwetki i zdrowia). Ponadto, jeżeli chodzi o czas – zimą zawsze można mieć w domu awaryjnie np. granolę (jest baaaaardzo pyszna i pożywna, przepis podam w najbliższym czasie, robi się ją raz i wystarcza na dłuższy czas). A latem, jeśli naprawdę zdarza się, że zbieramy się w biegu – rozwiązaniem są 2-3 owoce i przynajmniej nie wychodzimy z domu o pustym żołądku. Najlepiej jednak jeśli śniadanie jest pożywne, obfite, spożywane w spokoju nie w biegu. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do tego, że dzień zaczyna od kawy a nie od śniadania – to można zacząć małymi kroczkami, np. zawsze zjeść jabłko a dopiero potem skusić się na kawę itd. Jeżeli jednak
nie objadamy się na noc, to organizm szybko zacznie odczuwać potrzebę zjedzenia śniadania. Ja kiedyś śniadań nie jadałam, a teraz nie ma mowy abym wyszła bez śniadania z domu.
4. Po czwarte, zdrowe zakupy. Publikowałam tu już listę naprawdę zdrowych produktów. Można się wśród nich poruszać komponując posiłki. Kiedy jesteśmy w sklepie i chcemy coś kupić – chwilę zastanówmy się, czy to na pewno jest zdrowe. Kupujmy tylko żywność w postaci nieprzetworzonej – bez puszek, gotowych potraw itp. Zwracajmy uwagę na etykiety, a po dość krótkim czasie, będziemy już wiedzieli, które produkty są warte wydania na nie pieniędzy. Jeśli nie znamy jakiegoś składnika pod tajemniczą nazwą, to zrezygnujmy z zakupu. Testując – poszukajmy dla siebie produktów, które będą nam smakowały wśród tych zdrowych (pełnoziarnistego makaronu, chleba żytniego na zakwasie, bułek z mąki pełnoziarnistej). Nie kupujmy pomidorów, ogórków, truskawek itp. w grudniu, tylko wtedy, gdy jest na nie sezon. Kalendarz sezonowości tutaj: http://www.produkty-tradycyjne.pl/kalendarz
Ja, odkąd moje zakupy, są prawie wyłącznie z tej grupy zdrowych, czerpię z tego satysfakcję. Główna idea zakupów – wszystko, co jest jak najbardziej naturalne. Oczywiście zasada z punktu 1 – cieszymy się sukcesami, akceptujemy porażki. To kwestia czasu, aby robienie zdrowych zakupów „weszło nam w krew”.
Nagle odkrywamy nawet te dobre słodycze – ja np. uwielbiam czekoladę 72% ze skórką pomarańczową lub kardamonem – jakieś przyprawy bez glutaminianu sodu (np. bulion wegetariański), śmietanę ukwaszoną naturalnie bez wypełniaczy, a nie wypełnioną wieloma dodatkami itp.
5. Po piąte – 3 posiłki główne i 2 przekąski między nimi (np. w postaci owocu, garstki orzechów) spowodują, że nie doprowadzimy się do wściekłego głodu, gdzie potem, wracając do domu, wrzucamy w siebie wszystko, co wpadnie nam w ręce. Te 2 przekąski, warto mieć pod ręką, np. w torebce, w samochodzie.
6. Po szóste, pamiętajmy, o prawdzie: 5 minut w buzi, godzinę w żołądku i całe życie w biodrach. Nie wiem, co Wy o tym myślicie, ale dla mnie ta prawda ma jedno istotne znaczenie: jeżeli jadam coś, co jest niezdrowe, to niech to będzie coś takiego, co naprawdę bardzo, bardzo lubię. Zawsze warto mieć taką rezerwę na przyjemności, bo stres związany z ich odmawianiem sobie, może nam przynieść więcej szkód, niż zjedzenie tego ulubionego ciastka. Poza tym, kiedy w większości jadamy zdrowo, nasz organizm poradzi sobie z tymi chwilami łakomstwa. Więc nie ma sensu mówić sobie „nigdy więcej” – wtedy nasze myśli obsesyjnie zaczynają się skupiać wokół czegoś, czego sobie na siłę odmawiamy – tylko dać sobie tę małą rezerwę na dodatkowe
przyjemności. Dobrze też znaleźć sobie zdrowe przyjemności. Dla mnie takową jest wspomniana czekolada, migdały, pistacje i tłusty, naturalny jogurt z borówkami, malinami, truskawkami itp. Uwielbiam takie przyjemności i co najważniejsze, mogę je bezkarnie podjadać codziennie.
7. Zdrowe odżywianie ułatwia zrobienie planu. Potrzeba na to 15 minut. Praktykuję do dzisiaj (choć nie zawsze), głównie w okresach, kiedy tracę wenę na gotowanie :D. Siadam na 15 minut, spisuję kolejno dniami,
jakie główne posiłki mogę zaplanować i przyczepiam tę kartkę do lodówki. Jest to ważne, zwłaszcza na początku, kiedy nie mamy jeszcze nawyków. Potem, jak ze wszystkim, nabywamy wprawy i improwizując w minutę jesteśmy znaleźć pomysł na smaczny, zdrowy i łatwy do przyrządzenia posiłek.
8. Nauczmy się pić. Moim sposobem zimą jest ciągłe popijanie różnych herbatek (oczywiście tych ziołowych, rooibosa i zielonej jaśminowej), które lubię i jednodniowych soków, a latem, noszenie w ręku butelki wody. Jeżeli tylko tej wody nie mam, przestaję pić, nawet kiedy odczuwam pragnienie. Jeżeli mam wodę pod ręką – zawsze piję, to mi się sprawdza. Pisałam niżej o wodzie z cytryną, albo z łyżeczką miodu i cytryną.
Tak warto zaczynać dzień. Oczywiście, nie pijemy coca-coli itp. Naprawdę można się od niej odzwyczaić. To także kwestia nawyku, aby przestać ją kupować. A potem jeśli zdarzy się nam raz na pół roku, bo jest upał i poczuliśmy niesamowitą ochotę na colę – nie ma sprawy, zróbmy sobie tę przyjemność.
Te wymienione powyżej punkty, to mój sposób myślenia, który procentował mi w zmianie sposobu odżywiania. Jest to więc absolutnie związane z moim doświadczeniem. Nie wiem, czy to do kogoś trafi. Nie zniechęcajmy się, kiedy
nam nie wychodzi i nagle w domu widzimy, że automatycznie kupiliśmy różne „zakazane” rzeczy, tylko cieszmy się, że ketchup, który się wśród nich znalazł to akurat ten jedyny bez konserwantów. Jak widać z powyższego opisu, nie ma tam także zaleceń, aby radykalnie, raz na zawsze, pozbyć się wszystkiego, co wcześniej lubiliśmy. Bo odżywiając się dobrze na co dzień, nie zaszkodzimy sobie zjadając od czasu do czasu, coś „zakazanego”. Macie swoje pomysły i spostrzeżenia? Podzielcie się nimi! Może dla kogoś okażą się przydatne :).

Subskrybuj bloga i pobierz bezpłatny e-book "6 zasad dla szczupłej sylwetki"

Zapisując się na listę wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych, której potrzebuję aby móc wysyłać do Ciebie maile. Więcej w Polityce Prywatności.

 

Moje książki w księgarni (duży rabat):

 

 

]